strona_glowna‎ > ‎

WOPR w KŻ UAM

opublikowane: 12 cze 2012, 09:09 przez KŻ UAM   [ zaktualizowane 28 cze 2012, 01:42 ]
Kiedy wiatr przycichał po najsilniejszych tej wiosny w ciągu dnia podmuchach, płynęli do KŻ UAM nie wiedząc jeszcze co ich czeka, ratownicy WOPR. Mieli pokazać jedną z tych rzeczy, której każdy żeglarz stara się uniknąć, a jeśli się ona mu przytrafi wie TEORETYCZNIE jak sobie z nią poradzić.

 
W przedstawieniu na scenie z tafli jeziora udział wzięli:
- dwaj ratownicy WOPR grający niesfornych żeglarzy ubranych w profesjonalne pianki,
- ratownik WOPR jako ratownik WOPR,
- Kropek...jako pies :)

Kurtyna w górę!

Klubowa omega bez takielunku odpływa z "żeglarzami",holowana przez motorówkę, na bezpieczną odległość od pomostu gdzie zostaje przewrócona. Koło ratunkowe podłożone od razu pod maszt uniemożliwia „zrobienie grzyba”. "Żeglarze" z całych sił próbują, stojąc na dźwigni - mieczu postawić żaglówkę. Ciągną przy tym również za wcześniej (przywilej kontrolowanych wywrotek:) przywiązaną do want linę. Z drobną pomocą ratownika z motorówki udaje się odkleić kadłub od wody i maszt wędruje w górę. Omega po szyje kadłuba zanurzona w wodzie, bo pełno jej ma na pokładzie, stanęła.
W tym czasie garstka kursantów, instruktorów i członków Klubu zgromadzona na pomoście nagrodziła „aktorów” brawami.

Bis!

Motorówka, a za nią żaglówka wraca do pomostu i zabiera na pokład ochotników, którzy chcą z bliska raz jeszcze zobaczyć wywrotkę. Omega ociężale tnie dziobem taflę jeziora podążając za rufą z silnikiem. Tym razem wystarczyło jedno „bujnięcie” do wywrócenia żaglówki, która wypełniona wodą od razu "robi grzyba". Okazuje się, że jeden z „żeglarzy” ucierpiał przy tym - doznał urazu ramienia. Zostaje wciągnięty na ponton. W tym czasie dwóch Klubowiczów wyskoczyło z niego, aby pomóc ratownikowi. Pomimo trzech par silnych ramion przez dłuższą chwile nie udaje się wyrwać masztu z wód jeziora. Znów niezbędna okazała się pomoc ratownika z pontonu. Wyciągacie wnioski?
No i udało się, omega znów stoi masztem ku niebu. Jeszcze tylko: "Kropek skacz do wody" - i wracamy do pomostu. Krótka wymiana zdań i ratownicy odpływają do „bazy” gdyż potrzebna jest pomoc lekarska stawowi barkowemu ratownika. Garstka Klubowiczów oddała wiadrami to co do jeziora należało po czym odstawili bohaterkę przedstawienia na boje.
 
  
 
  
 
 
 
 
 
 
Tekst: Joasia
Comments