Eugeniusz Fórmanek za sterem s/y Ronja, jachtu morskiego, który przez wiele był dumą nszego Klubu
książeczki żeglarskiej Teodozji Wikarjak z wpisami z wymienionych przez Autorkę rejsów klubowych. Fot. Teodozja Wikarjak
Żeglarstwo – to przede wszystkim żeglowanie. I właśnie ono było i jest głównym zajęciem każdego żeglarza, a więc i Sekcji żeglarskiej – a później Klubu – przy UAM.
Na samym początku były to rejsy po Mazurach; najpierw na drewnianych Omegach, potem na naszym kabinowym Orionie s/y Sindbad: od Strugi po Węgorzewo, od Kąta Rajcocha po Stręgiel i Sapinę, a potem po Jezioraku. A wieczorem – ognisko, ziemniaki, kiełbaski i gitara. I morskie opowieści – te śpiewane przy gitarze i te snute przy dymie dogasającego ognia z marzeń i wspomnień…
Ale morze nie tylko w marzeniach nam towarzyszyło. Jego przedsionkiem były wody wewnętrzne – Zalew Szczeciński - królestwo naszego s/y „Filutka” zatokowego jachtu typu Carina. Tutaj pływało się od kei do kei, od portu do portu, według pław bocznych i kardynalnych, nabieżników, świateł, mijając ogromne statki handlowe i uciekając przed szybko poruszającymi się wodolotami. Tu czuło się przedsmak wielkiej wody i opanowywało tajniki locji morskiej i MPZZM. I wreszcie nadchodził dzień wyjścia na szersze wody: Morze Bałtyckie. A nie była to łatwa sprawa… Brak własnego jachtu nie był największym problemem: zawsze można było znaleźć zaprzyjaźniony klub, który zgodził się oddać nam w czarter swoją jednostkę. I tak pływaliśmy na s/y „Tadeusz”, należącym do YKP Warszawa, na s/y Alabaster, na s/y Wagabunda Klubu Żeglarskiego „Wagabunda”, Polonus AZS-u. Były to rejsy „krajowe” bez zawijania do obcych portów, ale i zagraniczne; do Niemiec, Danii, Szwecji, wyspy bałtyckie (Alandy, Bornholm, Gotlandia). W roku 2006 Klub dorobił się własnego jachtu morskiego – s/y Ronja. Odtąd była naszym „oknem na świat”. Przez półtorej dekady dawała nam możliwość zapoznania się z żeglugą morską po całym Bałtyku